Tony Stark nie zginął tylko dlatego, że przegrał w bitwie. Zmarł, ponieważ wszechświat dosłownie usmażył jego układ nerwowy.
W Avengers: Endgame postać Roberta Downeya Jr. dokonuje ostatecznego poświęcenia. Kradnie Thanosowi sześć Kamieni Nieskończoności. Umieszcza je w swoim garniturze. Pstryka palcami. Rezultat jest natychmiastowy. Armia Thanosa znika. Bohaterowie wygrywają. Stark umiera.
Nie tylko szok wywołany kliknięciem go zabił. Nie tylko obrażenia fizyczne otrzymane w bitwie. Zabiły go dwa konkretne czynniki.
Po pierwsze, promieniowanie gamma. Kamienie emitują śmiertelne dawki promieni gamma. Ciało Tony’ego pochłania to promieniowanie, gdy przekazuje energię.
Po drugie, wymagana kolosalna moc. Energia potrzebna do użycia Kamieni przekracza możliwości człowieka. Garnitur Tony’ego pomaga. Ale on go nie ratuje.
Bierze na siebie moc podobną do tej boskiej. Jego organizm nie jest w stanie tego wytrzymać.
Nauka klikania
„Umarł w wyniku zatrucia promieniowaniem gamma.”
Fizyka jest okrutna. Kamienie to nie zabawki. To jest skoncentrowana moc kosmiczna.
Kiedy Tony ich używa, staje się kanałem. Energia przez nią przepływa. Ona pali go od środka.
Oto jak Kamienie Nieskończoności zabiły Tony’ego Starka.
Promieniowanie niszczy jego komórki. Moc przeciąża jego systemy. To podwójna wpadka.
Dlaczego przetrwał do końca
Tony wiedział o niebezpieczeństwie. Obliczył szanse. Mimo wszystko poszedł na to.
Kombinezon chronił go przez kilka sekund. Wystarczy, żeby wygrać bitwę. Ale nie na tyle, żeby go uratować.
Uratował wszechświat. Stracił życie.

















