To nie była hipotermia. A nie uduszenie.
Przez dziesięciolecia archeolodzy wierzyli, że śmierć trójki dzieci Inków wynikała z prostych czynników: narażenia na czynniki środowiskowe lub przemocy fizycznej. Mylili się. Nowe badania pokazują, że rytuał Capacocha, kamień węgielny religii państwowej Inków, był znacznie bardziej złożony niż ostatni moment na ośnieżonym szczycie. Ofiara była długą, wieloetapową podróżą, która obejmowała zmiany w diecie, przebycie tysięcy mil i całkowite przedefiniowanie śmierci jako przemiany, a nie końca.
Chłopak z El Plombo i dziewczyny z Cerro Esmeralda
Przedmiotem nowej analizy są trzy mumie z XV-wiecznych Andów. Są one znane każdemu, kto odwiedził muzea w Chile: „Chłopiec z El Plombo” znaleziony w 1954 r. i dwie mumie dziewcząt z Cerro Esmeralda, odkryte w 1976 r. w pobliżu szczytu, obecnie znajdującego się na pustyni Atakama.
Wcześniejsze szacunki wskazywały, że chłopiec z El Plombo (w wieku około 8–9 lat) zamarzł na szczycie o wysokości około 5400 metrów. Dzieci Cerro Esmeralda (w wieku 9 i 18 lat) zostały rzekomo uduszone ze względu na ślady na ich szyjach.
Badanie opublikowane 15 lipca w czasopiśmie Science Advances pod przewodnictwem Veroniki Silva-Pinto z Uniwersytetu Diego Portales rozwiewa oba te założenia.
Korzystając z tomografii komputerowej i analizy mikroskopowej, zespół odkrył, że chłopiec z El Plombo doznał urazu głowy tępym narzędziem. Złamanie było niewidoczne dla wczesnych badaczy, którzy stosowali mniej inwazyjne techniki. Jeśli chodzi o dziewczynki, ślady na ich szyjach nie wskazywały na uduszenie liną. Chrząstka pierścieniowata w gardle była nienaruszona – to krytyczny szczegół. W prawie wszystkich przypadkach uduszenia kości te ulegają złamaniu lub przemieszczeniu. Ślady były prawdopodobnie wynikiem pośmiertnych uszkodzeń spowodowanych ubraniem.
Obecnie ustalono, że przyczyna śmierci dziewcząt jest „nieokreślona”.
„Śmierć niekoniecznie była rozumiana jako absolutny koniec, ale raczej jako przemiana… Ci, którzy zostali złożeni w ofierze, uzyskali nowy status”.
Ta korekta kryminalistyczna robi różnicę. Zmusza nas do postrzegania Capacocha nie jako pojedynczego aktu morderstwa, ale jako „świętą pielgrzymkę”.
Śledzenie pielgrzymek: izotopy i odległość
Skąd wiedzieliśmy, że te dzieci przeszły tysiące mil? Odpowiedź kryje się w ich włosach.
Zespół Silvy-Pinto przeanalizował izotopy wodoru i tlenu w maleńkich próbkach włosów. Pierwiastki te ustalają geochemię wody i żywności spożywanej przez człowieka. Ponieważ sygnatury izotopowe różnią się w zależności od regionu i wysokości, tworzą chemiczną mapę ruchów.
Wyniki były imponujące. W ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy życia chłopiec z El Plombo przeszedł od 2600 do 2800 km. Dziewczęta z Cerro Esmeralda w ostatnich miesiącach życia przebyły od 561 do 733 mil (900–1180 km).
Czy rozpoczęli swoją podróż w Cusco? Badanie sugeruje, że chłopiec prawdopodobnie to zrobił, przeprowadzając się z serca imperium do wysokich Andów. Trasy dziewcząt są mniej jasne; mogli zacząć w innych regionach Imperium Inków. Datowanie radiowęglowe potwierdza, że zmarli w XV wieku: dziewczynki około 1450 roku, chłopiec około 1480 roku.
Nie były to działania przypadkowe. To były zaplanowane wydarzenia. Praktyka Capacocha miała charakter ciągły i łączyła odległe prowincje ze świętymi miejscami w górach. Wzdłuż tras brały udział społeczności lokalne. Dzielili się z pielgrzymami jedzeniem i napojami. Dzięki temu ruchowi sam krajobraz stał się święty.
Debata: narzędzie polityczne czy rytuał religijny?
Nie wszyscy są przekonani do tej interpretacji.
Choć ustalenia medycyny sądowej dotyczące przyczyny śmierci są przekonujące, relacje z podróży budzą sceptycyzm. Dagmara Socha, bioarcheolog z Uniwersytetu Warszawskiego, która nie brała udziału w badaniach, przestrzega przed nadinterpretacją danych dotyczących izotopów.
„Same analizy izotopów nie pozwalają nam zrekonstruować potencjalnej trasy” – powiedział Sokha. „Zaobserwowane zmiany izotopów mogą również odzwierciedlać sezonowe zmiany w diecie, a nie podróże na duże odległości”.
Co więcej, niektórzy archeolodzy obawiają się, że badania w zbyt dużym stopniu opierają się na odgórnej narracji politycznej. Pablo Mignone z Argentyńskiego Instytutu Badań Nauk Społecznych i Humanistycznych sugeruje, że autorzy postrzegają te dzieci jedynie jako narzędzia „podboju biopolitycznego”.
Mignone twierdzi, że członkowie Capacocha nie zawsze pochodzili z Cuzco. Postrzeganie stolicy jako jedynego czynnika napędzającego te rytuały jest „wyborem interpretacyjnym”, którego szersze dowody nie w pełni potwierdzają.
Krajobraz rytualny
Niezależnie od tego, gdzie się rozpoczął, rytuał Capacocha niewątpliwie przyczynił się do zjednoczenia imperium. To nie była tylko kwestia poświęcenia. Chodziło o integrację.
Ciała dzieci postrzegano jako mediatory. Między państwem a bogami. Między społecznościami i górami. Sednem sprawy był akt przemieszczania ich przez imperium, zmiana diety i zmiana statusu.
Silva-Pinto zauważa, że Capacocha rozpoczęła się na kilka miesięcy przed ostatecznym ofiarowaniem. Obejmowało to zmiany w diecie. Obejmował udział różnych społeczności. Zamieniła drogi w święte krajobrazy.
Kiedyś myśleliśmy, że te dzieci umierały samotnie na śniegu lub zostały uduszone w ciszy. Myliliśmy się. Zginęli jako część złożonego, mobilnego i głęboko przemyślanego systemu, który zdefiniował światopogląd Inków.
Technologia się zmieniła. Nasze zrozumienie zmienia się wraz z nimi. Mumie wystawione w Santiago i innych muzeach skrywają więcej tajemnic, niż nam się wydawało. Jednak nawet w przypadku nowych danych pozostają pytania.
Czy cierpieli? Nadal nie możemy tego stwierdzić na pewno. Czy przyjechali aż ze stolicy? Być może nie. Ale jedno jest jasne. Inkowie nie tylko odbierali życie. Przekształcili ją.























