Woda nie puka do drzwi. Ona po prostu wpada.
To, co niedawno uważano za katastrofalną powódź zdarzającą się raz w życiu, obecnie zdarza się mniej więcej raz na dekadę. A w niektórych miejscach nawet częściej. Badanie opublikowane 10 czerwca w czasopiśmie Nature Climate Change potwierdza, że nie jest to kwestia paranoi, ale suchych faktów. Od 1900 r. działalność człowieka czterokrotnie zwiększyła częstotliwość ekstremalnych zdarzeń na poziomie morza.
Inne badanie opublikowane w Science Advances potwierdza te ustalenia. Antropogeniczny wzrost poziomu morza odnotowano w 97% wszystkich miejsc monitoringu na całym świecie. Według danych mierników pływów był on odpowiedzialny za około 58% dni z ekstremalnie wysokim stanem wody w latach 2000–2018.
Fale burzowe. Król przypływów. Nienormalny wzrost poziomu wody. Prowadzimy ten samochód prosto w przepaść.
Sonke Dandendorf kierowała badaniami dla Nature Climate Change. W rozmowie z Live Science wyjaśnił techniczną stronę zagadnienia. Okazuje się, że oddzielenie naturalnego chaosu klimatycznego od błędów ludzkości wymaga poważnej pracy analitycznej.
Jak możemy udowodnić, że deszczowa pogoda to nasza wina?
Dandendorf zauważa, że dane dotyczące mierników pływów są fragmentaryczne. W sumie w około 100 miejscach znajdują się zapisy obejmujące całe stulecie. Bez pomocy modeli byłaby to gra polegająca na zgadywaniu dla reszty planety. Naukowcy zwrócili się więc ku modelom klimatycznym.
Jeśli model może wiarygodnie odtworzyć przeszłość, ma moc wyjaśnienia teraźniejszości. Zespół udowodnił, że ich modele odpowiadają obserwacjom historycznym. Następnie przeprowadzono eksperyment: naukowcy ustalili poziom gazów cieplarnianych na stałą wartość i pozwolili, aby naturalna zmienność klimatu działała sama.
Wyniki były jasne.
Od 1900 r. średni wskaźnik zdarzeń zdarzających się raz na sto lat na świecie wzrósł dwunastokrotnie. Czynniki antropogeniczne przejęły kontrolę, zwłaszcza po latach siedemdziesiątych XX wieku.
To zakłóca twoją normalną trasę
Dwa centymetry wydają się niewielką ilością. Dopóki twój korytarz nie zamieni się w dno morza.
W połowie XX wieku Dandendorf mieszkał w Norfolk w Wirginii. Powodzie były wówczas rzadkością – zdarzały się może raz na pięć lub sześć lat, na przykład w latach 1910-1960. Dziś same przypływy powodują powodzie na ulicach.
Uderzenie jest chore.
Nagle samochód gaśnie i nie można go ponownie uruchomić. Rosną składki ubezpieczeniowe. Skumulowane szkody powstałe w wyniku codziennego chodzenia po kałużach są porównywalne do szkód spowodowanych przez potężny huragan. Ludzie nie mogą dojechać do pracy. Jest to powolne krwawienie, które każdego ranka przypomina ostry wstrząs.
Czy można odbudować się po huraganie Sandy? Oczywiście, ale zajmie to kilka lat. Spróbuj powtórzyć ten cykl co osiem lat. Większość ludzi załamie się jeszcze wcześniej.
„Jesteśmy już skazani na pewien wzrost poziomu morza… Jeśli złagodzimy zmiany klimatyczne, możemy uniknąć niebezpiecznego wzrostu poziomu morza”.
— Sonke Dandendorf
Personalizacja nie jest już opcją
Jasna strona tego medalu jest ciemna: główną przyczyną problemu jest człowiek. Oznacza to, że mamy moc, aby przestać pogarszać sytuację. Nie da się jednak zatrzymać obecnego spadku. Projekcje na poziomie około 2600 są zgodne co do jednego: nawet jeśli emisje gazów cieplarnianych spadną dzisiaj do zera, poziom wody będzie się nadal podnosił przez dziesięciolecia z powodu bezwładności systemu.
Musimy zatem dostosować się do nieuniknionego wzrostu, jednocześnie gwałtownie ograniczając emisje, aby ograniczyć ostateczną wielkość wzrostu.
Do 2050 r. coroczne zdarzenie „1 na 100” będzie miało miejsce co roku na poziomie od 1% do 10% wskaźników poziomu morza. Jedna czwarta wybrzeża stanie się coroczną strefą klęski żywiołowej.
Strefy o niższych szerokościach geograficznych cierpią bardziej. Tropiki są spokojne i charakteryzują się mniejszą naturalną zmiennością poziomu morza.
Wyobraź sobie bieg przez płotki. Klimat tropikalny to biegacz, który konsekwentnie skacze tuż poniżej poprzeczki. The North Sea to nieprzewidywalny biegacz, który albo łatwo przelatuje nad poprzeczką, albo pada na twarz. Kiedy podnoszący się poziom morza „obniża” poprzeczkę, za każdym razem przelatuje nad nią stabilny tropikalny skoczek. Nieprzewidywalny skoczek z Morza Północnego może latać częściej, ale nadal miewa gorsze dni. Spokojne wody stają się nowym obszarem wrażliwym.
Obniżamy poprzeczkę. Woda się podnosi.
Czy biegacze dostosowują swój krok? Nie, po prostu są mokre.
Zespół Dandendorffa zakończył analizę. Wywiad został zredagowany. Ocean wciąż się poruszał.
Kto zapłaci za pozostałą suchą ziemię?
