Nasze Słońce nie eksploduje. Nie będzie głośnego huku.
Zamiast tego będzie puchnąć. Stając się czerwonym olbrzymem, pochłonie planety wewnętrzne. Merkury, Wenus, Ziemia? Wymazane z powierzchni galaktyki.
A może Ziemia nie zniknie całkowicie, ale na pewno zrobi się nieznośnie gorąco.
Ale co z obrzeżami Układu Słonecznego?
Naukowcy właśnie przeanalizowali białego karła oddalonego o 80 lat świetlnych od nas i odkryli krążącą wokół niego planetę.
WD 1856b.
Jest masywna. Ciężki. Jest to gigantyczna kula gazu z gęstą atmosferą bogatą w metan i mgłę.
Zwykle za pomocą teleskopów spoglądamy w przeszłość. Głęboki kosmos to historia starożytna.
Ale ten przypadek jest inny.
„Przyzwyczailiśmy się patrzeć w przeszłość” – mówi Ryan J. McDonald z Uniwersytetu Standold – „ale tym razem po raz pierwszy patrzymy w przyszłość”.
To wehikuł czasu pokazujący przyszłość naszego Układu Słonecznego.
Ciepło z niczego
To właśnie jest dziwne.
Planeta miała zamarznąć.
Jego gwiazdą jest biały karzeł, pusta skorupa. Żadnej syntezy termojądrowej, tylko stygnący popiół.
Logika podpowiada, że WD 1856b powinien być tak zimny, że kamień pęknie.
Ale to nieprawda.
Jego temperatura wynosi około 120°C (250°F). Wystarczająco gorąco, żeby zagotować garnek wody, że tak powiem.
Jak to możliwe?
Nie pojawiła się tu od razu.
Miliardy lat po „śmierci” gwiazdy planeta dryfowała do wewnątrz.
Jej orbita zwęziła się.
Gdy się zbliżyła, pochwyciła ją grawitacja martwej gwiazdy. Nękany. Wygnał jej rdzeń.
To tarcie ogrzało planetę.
Christopher O’Connor, astrofizyk z Northwestern University, nazywa ten układ „jednym z najdziwniejszych układów planetarnych, jakie znamy”.
I nie przesadza.
Planeta jest ogromna, jej masa jest 4–11 razy większa od masy Jowisza. Martwa gwiazda jest malutka i znajduje się bliżej Ziemi.
Planeta jest szersza niż gwiazda, wokół której się kręci.
Jego „rok” trwa niecałe dwa ziemskie dni.
Wyobraź sobie, jak szybko okrążyłbyś Słońce, gdyby skurczyło się do rozmiarów marmuru.
Czy czujesz, jak skala jest zniekształcona?
To nie supernowa
Większość gwiazd nie eksploduje jako supernowe.
Po prostu zanikają.
Najpierw puchną. 100–1000 razy większy od normalnego rozmiaru. Pożerają swoich sąsiadów.
Następnie usuwa się zewnętrzne warstwy. Opuszczenie rdzenia. Biały karzeł.
Wiemy, że w fazie czerwonego olbrzyma Ziemia zostanie pochłonięta.
Ale może Uran lub Neptun przetrwają?
Jeśli przeżyją, czy będą po prostu krążyć w miejscu?
Nie.
Z tego badania wynika, że potrafią migrować. Mogą zmienić swoje życie po zakończeniu „imprezy”.
System WD 1856 jest właściwie systemem potrójnym. W pobliżu znajdują się dwie inne gwiazdy.
Ich grawitacja mogła wypchnąć tę planetę do wewnątrz trzy do pięciu miliardów lat później.
Czekali na swój czas. Niech gwiazda ostygnie. A potem ruszyliśmy do przodu.
Dlaczego teraz? Dlaczego więc?
Dane z Teleskopu Jamesa Webba dostarczają pierwszego szczegółowego spojrzenia na tego typu atmosferę.
Metan. Mgła.
Nadal nie wiemy, z czego zbudowana jest ta mgła, ale ona tam jest.
„Nasze wyniki pokazują, że śmierć gwiazdy nie jest końcem” – mówi McDonald. „Niektóre planety doświadczają tętniącego życiem życia pozagrobowego po śmierci swojej gwiazdy”.
Co to oznacza?
Strefy siedlisk nie są stałe. Nie znikają, gdy gaśnie słońce.
Mogą się ponownie otworzyć. Długo po tym, jak wszystko inne obróciło się w pył.
Wskazuje miejsca do życia, w których się tego nie spodziewaliśmy.
Widmowe światy budzą się w ciemności.
Będziemy kontynuować poszukiwania z pomocą Webba.
Poszukaj innych podobnych systemów.
Być może nasi dalecy „krewni” przeżyli w Pasie Kuipera. Być może i oni dryfowali do wewnątrz.
Co ich czeka w ciszy?
Może po prostu ciepło.
A może coś więcej. 🪐
