W układzie Beta Pictor odkryto najsłabszą egzoplanetę, jaką kiedykolwiek bezpośrednio sfotografowano

0
14

Znalazłem cię.

Po dziesięciu latach poszukiwań astronomowie w końcu odkryli planetę czającą się w pobliżu gwiazdy Beta Pictor. Został nazwany Beta Pictora d. Odkrycie położyło kres trwającej 11 lat grze w kosmiczną chowanego, w której sukces nie był wyłącznie dziełem szczęścia. Planeta znajduje się 63 lata świetlne od Ziemi. Ma dwóch znanych „krewnych” – Beta Pictora b i c, których zauważono już dawno temu. Jednak ta planeta pozostawała w cieniu.

„Wygląda na to, że Planeta D bawi się z nami w chowanego od ponad dziesięciu lat” – mówi Jane Birk, astronom z Uniwersytetu Oksfordzkiego. „Teraz możemy powiedzieć: „Znaleźliśmy Cię!”

W porównaniu z innymi planeta ta jest malutka. Jest 100 razy ciemniejsza od swojego „brata”, Beta Pictora b. To sprawia, że Beta Pictor d jest najsłabszą egzoplanetą, jaką kiedykolwiek sfotografowano bezpośrednio przez ziemskie teleskopy. Bezpośrednie obrazowanie jest trudnym zadaniem. Wymaga odizolowania maleńkiego blasku termicznego ciała skalistego lub gazowego od oślepiającego blasku gwiazdy. Z ponad 6000 potwierdzonych przez NASA egzoplanet mniej niż 100 zostało dostrzeżonych w ten sposób.

Beta Pictor d jest nie tylko przyćmiona. Jest też lżejszy. Pozostali dwaj „krewni” mają masę około 10 mas Jowisza. A Beta Pictor d? Tylko około 2,4 masy Jowisza. To gazowy olbrzym, ale zimny. Jej odległość od gwiazdy macierzystej utrzymuje niskie temperatury. To jedna z najlżejszych planet, jakie udało nam się bezpośrednio wykryć.

Rozwiązana zagadka

Odkrycie nastąpiło przez przypadek.

Poszukiwaniami kierował Ben Sutliffe, astronom z Uniwersytetu w Edynburgu. Początkowo nie szukali nowego świata. Chcieli po prostu obserwować, jak Beta Pictora b zmieniała się w czasie. Zamiast tego zadziałał zbieg okoliczności (szczęśliwe przypadkowe odkrycie). Analizując dane, pojawiły się oznaki innego świata. Następnie zespół rozpoczął dogłębną analizę 11-letniego archiwum. Planeta tam się znalazła. Cały ten czas. Ukryto ją na starych fotografiach.

To odkrycie nie tylko bije rekordy. Wyjaśnia chaos.

System Beta Pictor zawiera dysk kurzu i gruzu. Astronomowie wierzyli, że materia ta była pozostałością po formowaniu się planet. Kształt dysku był dziwny. Do tej pory jego lokalizacja nie miała sensu. Beta Pictor d ma dokładnie taką masę, jaka jest potrzebna. Jest dokładnie we właściwym miejscu. Wyjaśnia grawitacyjne rozmieszczenie gruzu.

Rzadka firma

Warto pamiętać, jak niezwykłe jest to zjawisko.

Obrazowanie bezpośrednie pozostaje wyzwaniem. Ciemność jest głównym wrogiem teleskopów. Beta Pictora b znana jest częściowo ze swojej jasności. Planeta d jest ciemna. Jej schwytanie było ogromnym przełomem technicznym.

„To sprawia, że system Beta Pictor jest dopiero drugim systemem, w którym bezpośrednio zobrazowano więcej niż dwa światy” – zauważa Sutliff. „Pierwszym był HR 8799. Układ potrójny w odległości 133 lat świetlnych.”

Posiadanie wielu bezpośrednio sfotografowanych planet w jednym systemie to „Święty Graal” odkryć. Dlaczego? Bo mają wspólną „kołyskę”. Możemy je porównać. Widzimy, co się dzieje, gdy światy tworzą się obok siebie w podobnych warunkach.

Czy trzecie rodzeństwo sprawia, że dynamika rodziny jest bardziej interesująca? Tak. Pomaga nam to zrozumieć warunki formacji. Beta Pictora staje się kluczowym przykładem podręcznikowym.

Przeanalizowaliśmy dane z jedenastu lat. Planeta się ukrywała. A potem nam się pokazała. Co jeszcze kryje się na widoku? Być może w tej chwili czeka na nas kolejna ciemna planeta. Czekam na teleskop o odpowiedniej mocy. Albo mieć szczęście.

Niebo jest ogromne. Nasze narzędzia są coraz lepsze. Gra toczy się dalej.